niedziela, 23 października 2016

STACJA WARSZAWA

 Przede mną ponad pięćset kilometrów, za mną dwanaście. Deszcz tłukący o szyby samochodu, mgła, świata nie widać, a wycieraczki odmawiają posłuszeństwa. Problem szybko zostaje rozwiązany, jednak za rogiem czai się następna niespodzianka. Tym razem psikusa robi nam radio. Jedyną działającą stacją staje się Radio Maryja. Przypadek? Nie sądzę. Zachowuję stoicki spokój, przecież nic się nie stało. NIE CHWAL DNIA PRZED ZACHODEM SŁOŃCA. Otóż to. Telefon z potrzebnym do zakwaterowania numerem telefonu, ląduje w kawie. Nie działa. Cóż, takie rzeczy się zdarzają. Nie poddajemy się, walczymy dalej! Finalnie, lądujemy w naszym punkcie docelowym - cali, zdrowi, z lekkim wstrętem do kawy z termosu.


7:00, pobudka. Jedziemy do studia ATM. Zwiedzamy plan programu 'Taniec z gwiazdami', oglądamy próby znanych nam wszystkim, z ekranów telewizorów, tancerzy i ich partnerów. Gwiazdy śpiące na pomarańczowych kanapach, rekwizyty, szalona produkcja, aktorzy, piosenkarze, dziennikarze.. Nie ukrywam, czułam się jak ryba w wodzie. 


Czas jednak ucieka bardzo szybko, trzeba się zbierać. Przede mną bardzo ważne spotkanie. Po godzinie 16, ląduję w samym centrum Warszawy. Balony, serpentyny, kolorowe czapeczki i restauracja Paul. To wszystko oznaczać może tylko jedno - spotkanie z Macademian Girl. Niespodzianka urodzinowa gotowa, tylko gdzie solenizantka? Przy pomocy jej przyjaciółki, Ani Matysiak, udaje nam się sprowadzić ją na miejsce. Misja urodzinowa zakończona sukcesem. Cóż mogę rzec, było cudownie! Wspaniałe miejsce, wspaniali ludzie, wspaniała atmosfera i duża dawka humoru. Uśmiech nie schodzący z twarzy i serce pękające z nadmiaru miłości - to odczucia, które zawsze towarzyszą mi podczas spotkania Macademian Team'u.





Urodziny dobiegają końca. Mam dokładnie 30 minut na przedostanie się na drugi koniec Warszawy. Piątek weekendu początek, okropna pogoda, korki... i niedobór wolnych taksówek. Przy pomocy moich pogromców tramwajów - Mateusz, Radek, Kasia, Julka - udaje mi się dotrzeć na Rondo Waszyngtona. Co dalej? Szukam autobusu numer 146. Nie ma. Pytam przechodniów, próbują pomóc, lecz sami nie wiedzą, w którą stronę mają mnie pokierować. Stoję więc pod Stadionem Narodowym i czekam na zagładę. Deszcz wcale mi nie pomaga. Dostaję wiadomość, że taksówka zmierza w moją stronę. Wybawienie. Wsiadam. GAZ DO DECHY, jestem spóźniona.



Za 3 minuty wchodzimy na antenę, a ja dopiero zabieram się za szukanie wolnego miejsca na widowni. Cała w emocjach, nie zwracam nawet uwagi, że stoję koło Krzysztofa Ibisza. Cześć, Krzysiu. Jak to możliwe, że wyglądasz młodziej niż ja?! Słyszę odliczanie - na antenę wchodzimy za 10,9,8... Co robić? Atakuję pierwsze wolne miejsce. Chyba się udało. Pierś do przodu, komunijny uśmiech i głośne oklaski. Zaczęło się. Wszystko dzieje się tak szybko! Jeśli myślicie, że oklaski podczas takich programów, wychodzą z inicjatywy publiczności, mylicie się. Wszystkim steruje Pan 'Klaskacz' (to było chyba jedyne rozczarowanie tego wieczoru). Zbuntowałam się, klaskałam tylko wtedy, gdy coś naprawdę mi się spodobało. Siedziałam za Krzysztofem Ibiszem, który jak się okazało, wiecznie młody nie jest. Na scenie - młody bóg, poza kamerami - pan Krzysztof, lat 51, który bez pomocy okularów nie zdoła odczytać scenariusza. 
 
Choć nie oglądam programu Dancing With The Stars, świetnie było uczestniczyć w tak wspaniałym show. To, co widzimy po drugiej stronie ekranu, to tylko namiastka tego, co dzieje się poza nimi. Dla mnie, studentki dziennikarstwa, było to świetne przeżycie. To wszystko dało mi dużo do myślenia i utwierdziło w przekonaniu, że.. zmierzam w dobrym kierunku!

Warszawa pożegnała mnie pięknie. Na szybie samochodu znalazłam kartkę z napisem 'Ty głupi ch****. Tak parkować to możesz sobie u siebie na wsi'. Pocieszam się - dobrze, że nie mandat. 

5 komentarzy:

  1. Świetnie to napisałaś. Uwielbiam Macademian Girl. Biorę z niej przykład każdego dnia :) Bardzo bym chciała spotkać ją na żywo i powiedzieć jakim jest skarbem na tej ziemi. Mieszkam ponad 600 km od Warszawy, ale gdybym miała taką okazję nie żałowałabym żadnego kilometra. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głowa do góry! Na pewno uda Ci się spotkać Tamarę. Nie ukrywam, nie obejdzie się bez pokonania kilkuset kilometrów, ale niestety, nie każdy mieszka w Warszawie. Nie takie kilometry straszne, jak je malują - wiem o czym mówię, bo sama za każdym razem pokonuje ponad 500-kilometrową trasę. Jeżeli będziesz miała okazję na spotkanie, nawet się nie zastanawiaj. Na pewno nie będziesz żałować, a pozytywną energia która bije od Tamary, przejdzie również na Ciebie i na długo z Tobą pozostanie : * Uściski!

      Usuń
    2. Jak nadarzy się okazja nie będę zastanawiać się ani minuty. Wsiadam w pociąg i jadę ;) :*

      Usuń
  2. Uwielbiam Twoje poczucie humoru i tą nutkę ironii!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, poczucie humoru to dla mnie podstawa!

      Usuń